Katecheza na niedzielę 18 maja

Jest taka historyjka, która opowiada o tym, że w piekle gotują przepyszną zupę. Jednak łyżki ludzi, którzy tam trafiają, są tak długie, że nikt nigdy nie potrafi trafić nimi do własnych ust. Rzecz w tym, że w niebie gotują taką samą zupę, co więcej, ludzie używają tych samych (!), na pozór niepozwalających zjeść strawy, zbyt długich łyżek. Jedyna różnica polega na tym, że ci, którzy niebo osiągnęli, odkryli w życiu najcenniejszą prawdę – możemy karmić siebie nawzajem.
Ufamy Bogu, który zawsze dotrzymuje obietnic, doprowadzi swój zbawczy zamysł względem nas do skutku. Czasami jednak żyjemy tak, jakbyśmy zapominali, że Bóg nie zrobi niczego za nas. Joseph Ratzinger głosił przed laty: „Żaden człowiek nie ma Ducha Świętego tylko dla siebie. Kto przyjmuje Ducha Świętego i otwiera się na Niego, sam staje się zdrojem i źródłem”. A w innym miejscu, już jako papież podkreślał: „Kto nie daje Boga, daje zbyt mało”.
Czasami „mamy nadzieję”, że nasze życie się odmieni, że ktoś coś zrobi, sytuacja się zmieni, ten drugi człowiek wreszcie się nawróci. Tymczasem chrześcijańska nadzieja to radość z tego, czego jeszcze nie widzimy (a co już rzeczywiście jest, bo On to obiecał)!
Możemy i powinniśmy się wzajemnie karmić, dzieląc się radością ze wspólnej drogi z Jezusem ku Ojcu, w Duchu Świętym. Nie jesteśmy sami na tej drodze, idziemy z tymi, których kochamy i tymi, których kochamy jeszcze za mało. Wprawdzie nasze „koślawe łyżki” czasami są dla nas za długie, nieporęczne, na pozór bezużyteczne, ale nie należy tracić nadziei: „bliźni jest na wyciągnięcie ręki”.